RSS
niedziela, 25 marca 2012

 

Biorąc pod uwagę, że o Fiodorowiczu nie ma tu zbyt wiele i od początku całą historię wypadało napisać, tekstu dość dużo wyszło  i nie łudzę się że ktokolwiek historię nowego przybysza przeczyta w całości ;) możecie się skupić na treści od Nicolę niewiele rzeczy interesuje.

Oficjalnie czas przedstawić szanownego pana Nicolę Fiodorowicza Gustosłavskiego (czy jakoś tak).
Od początku jednak opowiedzieć należy historię tego cuda. Znalazł się u mnie jako mój prawowity tymczas gdyż Koteria dobre chęci miała i podnieść mnie chciała na duchu, morale podwyższyć.. po nieudanej adopcji i chorobie Bezika. Takie zadość uczynienie za brak snu – moja własna interpretacja J

Smsem jego zdjęcie od I. przyszło z pytaniem czy wezmę. Spojrzałam, rozważyłam.. oceniłam. Kot w istocie niezwykły, szybko dom powinien znaleźć.. ale skoro kolejki domów tymczasowych do niego nie ma..coś jest nie tak. Mając doświadczenie z Tequillą którą adoptowałam.. nie będę kłamać, ze względu na wygląd przecież (i oszukałam się okrutnie o czym pisałam nie raz) byłam pewna że coś z tym długowłosym kotem musi być nie tak. Ze wszystkimi ładnymi coś jest nie tak.. inaczej nie wylądowałyby na ulicy, bo kto normalny pozbywa się takiego Syberyjczyka? Hmm.. tylko co? Pierwsza myśl.. pewnie dziki. Sms zwrotny do I. „oswoić go trzeba?” odpowiedz „nie, oswojony, miły, testy na FeLV i FIV - , jeszcze nie ogłoszony, ale kolejka chętnych w istocie jest..itd”. Uwierzyć nie mogłam.. no ale dobrze, niech będzie. Szybko dom znajdzie przecież, prawda? Choćby mojej mamie spodobać się powinien,  powiem szczerze ze chciałabym jej przyjazne kocisko znaleźć w końcu. Dnia następnego pełna entuzjazmu do Koterii wkroczyłam. Pogadałam, wyśmiałam się za wszystkie czasy i kota zapakowaliśmy  w transporter (chudy jak szkapa, a ciężki mimo wszystko!) w oczy rzuciło się od razu że zaniedbany.. bardzo zaniedbany. Chociaż I. powycinała mu większość kołtunów i lekko łysego Nicolę zabrałam do domu, do tej pory sama walczę by sierść do ładu doprowadzić.. chyba go w końcu ogolę, bo czesania nie cierpi i się wyrywa a moje nerwy przy tym niebezpiecznie szarpie.

 

Zdjecie ktore dostalam mmsem

 

 

 

Obserwacje tymczasów-  jak to ja - zawsze dokładne prowadzę, bo z natury jestem pesymistką i panikarą, a w dodatku założenie mam, że lepiej zbyt dużo informacji niż zbyt mało. Tym razem również bacznie przyglądałam się w każdej wolnej chwili nowemu mieszkańcowi Domu Tymczasowego(czyli między mopem w toalecie Bezikowej, a …mopem w toalecie Bezikowej).

Zszokowała mnie ilość wody którą pije, ilość moczu jaką oddaje, sposób w jaki chodzi i charakter zupełnie inny niż jakikolwiek domowy kot którego w życiu spotkałam.

Nicole niewiele rzeczy interesuje. Toleruje ludzi, psy i koty.. a nawet odkurzacz mu nie straszny, ale woli trzymać się z daleka jeśli jest taka możliwość. Nie bywa agresywny, ale nie jest i pewnie nie będzie nakolankowym przytulakiem. Pogłaskać się da.. całe 3 minuty czyli przez czas jaki zajmuje mu podniesienie się i odejście na bok. Na rękach też jakoś ścierpi ale niezadowolenie okaże głośnym oburzonym miaukiem. Miał tenże towarzyszy mi już kilka dni za dnia jak i w nocy w akompaniamencie z Bezikowym wyciem i drapaniem w drzwi. Nicola skrzeczy do okna.. do ludzi którzy mijają nasz blok nie zauważając, że kocur biedny, zamknięty w czterech scianach tu jest i wyjść chce. Miauczy do słońca, gołębi i wszystkiego co jest po drugiej stronie. Ma pewnie nadzieję, ze ktoś w końcu otworzy okienko i wróci do „siebie” – na ulicę, a tu figa Fiodorowiczu.. okienko zamknięte, a nawet jak otwarte to z zabezpieczeniem w postaci kratki.. biedny, smutny kot. Co za los go spotkał nieczuły. Jeść ma pod nosem, pić ma pod nosem, towarzystwo i miękkie kanapy dla siebie.. okrutne, czyż nie?

Miauki i skrzeki Nicoli nie były dla mnie jakoś szczególnie uciążliwe biorąc pod uwagę, miauko-trening zafundowany przez Bezika, uciążliwe stało się siusianie rudego wszędzie gdzie popadnie. Problem rozwiązany na szczęście szybko, mimo trzech kuwet w domu (już mamy 4 dzieki I. ) z różnymi żwirkami nie zawsze dawałam radę sprzątać na bieżąco, a rudy zbój w brudnej kuwecie (choćby było tam niewiele ) załatwiać się nie lubi. No cóż.. rozpieszczony wać pan! Ale dobrze.. przełknie i to Dom Tymczasowy przecież.. bo jakie ma inne wyjście? Pierwsze „nie tak z ładnym kotem” znalezione – moja teoria trzyma się w całości.

Dziwiły, a w końcu zaczęły martwić mnie ilości pitej wody. Dla zobrazowania moje dwa koty miskę piją dziennie czyli pół na jednego. Miskę takiej samej wielkości Nicola opróżniał na dwa posiedzenia. Dziennie ok 3 wypić potrafi, a co za tym idzie sika naprawdę dużo. Nie mogłam się powstrzymać żeby napisać o tym I. (zdaje sobie sprawę z tego że ma dużo na głowie i naprawdę staram się jak najmniej zaśmiecać jej skrzynkę… ale czasem potrzebuję się skonsultować). Przyjechała wtedy właśnie z K. żeby krew pobrać rudemu i wyszło drugie „nie tak z ładnym kotem”. Wyniki były wiadomością nieprzyjemną.. jeszcze bardziej nieprzyjemną od dźwięków niczym syreny alarmowe które Nicola wydawał kiedy zabierano mu jego cenną krew. Uszkodzone nerki. Pierwsza myśl (głupia dość)„dlatego tyle pije” druga myśl (pokazująca skrzywione nastawienie do ludzi) „ to dlatego go wyrzucili z domu (w obroży znaleziony był) bo chory? Może właściciele stwierdzili, że leczyć nie będą taniej kupić nowego syberyjczyka…” i trzecia myśl (czyli moja sławna panika)„o rany dwa przewlekle chore koty.. co ja teraz pocznę!”. No i co ja pocznę? Nic, o ile wsparcie I. i Koterii otrzymam jestem w stanie sobie nawet z takimi tymczasami poradzić. Przebywanie z każdym kolejnym kotem (a przez pół roku w moim domu gościło ich ok 10) nauczyło mnie cierpliwości (chociaż z natury cierpliwa nie byłam nigdy) i wytrwałości, acz wytrwała raczej zawsze byłam.

Obecnie przemianowałam się z Kociego Domu Tymczasowego na „Koci szpital tymczasowy” i staram się jak mogę, żeby pozostać pozytywnie nastawiona.

Nicola Fiodorowicz czyli kot który miał podnieść morale, ale mu nie zupełnie wyszło przestaje powoli miauczeć za przeszłością pozostawioną za oknem, grzecznie (bo w karmie) przyjmuje leki i czeka aż zapadnie decyzja o jego dalszym losie (wiem jak to zabrzmiało, ale uspokajam nie chodzi o eutanazję tylko czas adopcji ewentualnej ;) ).

Co do Bezika.. dłuższa historia więc pozostawię ją już na następną notkę… o postępach tajemniczej choroby.

 

 

Transport do domu..

 

 

Gorące powitanie :)

 

 

Dwadzieścia minut pozniej...

 



 

Tagi: Nicola
19:14, koci-pamietnik
Link Komentarze (5) »