RSS
wtorek, 27 marca 2012

To co się u nas ostatnio dzieje przekracza granice wszelkie:) ale z usmiechem na twarzach dostosowujemy się jak umiemy do sytuacji. 

Dziś o Beziku jak tytuł wskazuje. Spokojnie, postaram się jak mogę by notka była zwiezła i znalazły się w niej najważniejsze wydarzenia.

O tym że Bezik zrobił się kilka dni temu apatyczny pisałam, przestał jeczeć i wyć po nocach też pisałam. Nie wiem czy pisałam o co działo sie dalej wiec na szybko. Dzień czy dwa po tym jak zrobił się krótko mówiąc "dziwny" i dotarło do mnie że cos się dzieje Bezik zaskoczył mnie nie chcąc wyjść na poranny spacer po przedpokoju z łazienki. Musiałam go wypchnąć siłą, co dało efekt taki że powalił się pod ścianą i nie ruszał. W łazience o dziwo nie było czego sprzątać. Po rozwolnieniu nie było śladu, wc było już nie mało brudne a z czystym sumieniem można powiedzieć ze czyste. Śladów po sikaniu też nie było co mnie zaniepiło jeszcze bardziej, ale o tytułowy zawał przyprawiła mnie scena kiedy Bezik ruszył się chwiejnie z podłogi i przeszedł kilka krokow.Jego nogi były tak sztywne jakby miał zamiast mięśni drewno, zataczal sie jak pijany, a przednie lapy trzesly sie jakby nie mogly go udzwignac próbował wejść do krytej kuwety co nie sprawiało mu nigdy najmniejszego problemu i kiedy jego przednia łapa oderwała sie od ziemi runął jak długi uderzając głową w kant. Odczołgał sie pod sciane i lezal pol godziny (ja w tym czasie spanikowana produkowalam smsa do I.) potem wstal juz troche pewniej i ulozyl sie w sypialni. Nie mialam serce go wyrzucac tym bardziej ze biegunki nie widzialam i male ryzyko bylo ze bede miala "usrana" posciel.

I. przyjechałakilka godzin pozniej.. obejrzala dokladnie, zastanowila sie... do nastepnego dnia mialam obserwowac i jesli nic sie nie zmieni.. cewnik, bo nie siusiał i odsiusuac recznie tez sie go nie dalo. Przetrwalismy noc z jeczacym z bolu Beziem, nastepneg dnia jednak lepiej nie bylo.. bylo gorzej. Nie mogl sie podniesc. W glowie mysl sie pojawila .. moze probowal skoczyc na cos w lazience, moze sie poslizgnal upadl i uszkodzil kregoslup znowu?

Wieczorem I. i K. zabrali go do koterii, a ja siedzialam jak na szpilkach czekajac na telefon. Przywiezli go przed 12 w nocy. Cewnikowanie okazalo sie zbedne, Bezik sie zwyczajnie przytkał i w pęcherzu mial cos ok 5 litrow moczu. Stad klopoty z chodzeniem i cala reszta. Odsapnelam. Przeszlam szybki kurs z zakresu podawania kroplowek i zastrzykow i pojechali a ja pilnowałam zeby Bezik po narkozie nie zrobił sobie krzywdy przypadkiem. Koszmar, koszmar, koszmar! Ileż ja sie stresu przez niego jeszcze najem zbędnego?! 

W każdym razie.. jest lepiej, zastrzyk z nospy znosi kiepsko, ale kroplówkę przyjmuje z cichym mruczeniem :) Dziwaczne stworzenie ;) Teraz tylko sie modę zeby biegunka mu nie wrocila.

 



 

 

 

A tu maleńki bonusik w postaci malenkiej panny Trikolorki :) Czeka w koterii na domek

Kotka, 6mcy, tricolor.

Urokliwe, malutkie stworzonko. Ma około 6 miesięcy, a wielkościowo wygląda na cztery. Chudziutka, brudna, ale o traktorku słyszalnym z odległości kilku metrów :) Stworek trochę bojący, ale bardzo chcący przestać się bać.
Znaleziona pod blokiem podeszła do znalazcy i poprosiła o pomoc. Czy znajdzie chociaż dom tymczasowy?

Klatka B3, nr 444
Zabieg 23.03, wraca na ulicę 30.03. 

 

Tagi: Bezik koteria
15:46, koci-pamietnik
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 92